wtorek, 19 marca 2013

Centrum przesiadkowe? Najbliższe... w Krakowie.

Kolejna z cyklu opowieści bez końca, które swoje korzenie mają na Młyńskiej w Katowicach. Komunikacja miejska w naszym mieście leży. Likwidacja popularnych linii, fatalny tabor, wieczne korki, opóźnienia sięgające kilkudziesięciu minut to chleb powszedni wszystkich mieszkańców Katowic. Najgorzej mają ci z południowych dzielnic, zwłaszcza z Podlesia i Zarzecza, gdzie sprowadza się od 10 lat bardzo dużo osób. Co miasto ma im do zaoferowania? Nic. Bo jak inaczej nazwać 1 linię autobusową, która zalicza po drodze wszystkie inne dzielnice, tak, że dojazd do centrum miasta trwa minimum 45 minut (a jest to ok. 12 km)? Niektórym sytuację ratują nieco pociągi, jednak do stacji trzeba się porządnie nachodzić, jeśli nie mieszka się w jej pobliżu. A Uszok w kampaniach obiecywał- tramwaje, kolejną linię autobusową, częstsze pociągi i centrum przesiadkowe w Brynowie. Co z tego powstało? Tradycyjnie. Nic.
Dla porównania, że gdzie indziej się da ciekawy artykuł z grudnia ubiegłego roku. Jakoś w Krakowie potrafią, a mają nieco trudniej, bo połowa miasta to zabytki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz